Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

let's talk about death... and music;)

środa, 21 października 2009 18:33

Po kilku wpisach dziennie przyszedł czas na jeden, zwykle jeszcze wymęczony.

Postaram się, by nie było tego widać:)

Żeby nie było zbytniej odskoczni, popiszę dziś standardowo.

O śmierci i muzyce;)

Ostatnio, w dość dramatycznej rozmowie, usłyszałem, że jeszcze nie mój czas.

Skoro piszę, gadam, wkurzam, to faktycznie nie mój czas.

Ale mój czas nadchodzi. Jak każdego zresztą. Tylko ja chcę ciut skrócić czas oczekiwania na koniec.

A, żeby zakończyć żywot, miałem już kilka okazji w ciągu ostatnich 36 lat.

Zróbmy sobie mały remanencik:)

Kiedy miałem 3-4 lata, użądliła mnie pszczoła. Zacząłem niebezpiecznie puchnąć i dusić się. Tu mama spitoliła sprawę i zaniosła mnie na pogotowie. Szybka interwencja lekarska uratowała moją spuchniętą dupę (twarz). Gdzie Ci dzisiejsi lekarze byli wtedy????

Będąc w równie szczeniackim wieku (ok. 5 lat), postanowiłem zagrać z moją siostrą w piłkę nożną. I nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że postanowiliśmy zagrać w domu. Nadal, nic nadzwyczajnego się nie dzieje, może ponadto, że mieszkanko miało 40mkw a pokoje oddzielone były szklanymi drzwiami.

Ja, jako rasowy bramkarz (zawsze mi to nieźle szło), po mocnym kopie siorki, wykonałem tzw. szczupaka za piłką. Szczupaka przez oszklone drzwi.

Skończyło się to szybką utratą krwi z wielu ciekawych miejsc. Miałem poranione całe ciało. Pokaźne kawałki szkła powbijane w kolano, łokieć, prawe ramię, w klatkę piersiową i szyję.

Tu sprawę zjebał dziadek, który napatoczył się zanim radośnie pozbyłem się nadmiaru czerwonych płynów z organizmu. Ponoć rany na klacie i szyi były bardzo groźne.

Kolejna sytuacja, w której dałem się poznać jako nieświadomy jeszcze wtedy samobójca, również skończyła się fiaskiem.

Spadłem 20m z kamiennych schodów a rozbiłem sobie tylko głowę. Była to wycieczka szkolna po Gorzowie. Wskutek mojego „wypadku” zastałem świętym z aureolą na czuprynie. Żeby opatrunek trzymał się mojego durnego łba, został tam przytwierdzony bandażem owiniętym dookoła mojej makówki. Jeszcze dzisiaj pamiętam powrót do domu i przerażone tłumaczenia wychowawczyni:) Miałem ubaw.

Zarówno z wycieczki na schody, jak i lotu przez szybę mam blizny do dzisiaj, mimo tego, że minęło ok. 30 lat od każdego z wydarzeń.

Ehh, to były czasy. Rozwaliłem sobie jeszcze łeb, spadając z huśtawki. Zdarłem połowę skóry na ciele w trakcie wywrotki na rowerze.

Cudowne lata.

Nikt się nie dopierdalał, wszyscy wyglądali na zmartwionych, każdy współczuł.

Teraz człowiek w spokoju pociąć sobie łap nie może, żeby nie dostać zjeby.

Dziwnie;)

O przedsionkach śmierci już pogadaliśmy. Została muzyka.

Z samochodu wyciągnąłem dzisiaj iście wybuchową mieszankę.

Vader- „Impressions in blood” i „Necropolis”, Chylińska „Winna”, O.N.A. „Mrok” (pozdrowienia dla Izy, słuchającej “Niekochanej” O.N.A.), Rammstein „Liebe ist fuer alle da”, Dream Theater „Octavarium”. Sama bardzo ciężka muzyka. Jakby na osłodę tego łomotu, miałem w samochodzie jeszcze The Cranberries „Stars”.

Nie dziwcie się, że zapieprzam z Międzyrzecza do Lubina w półtora godziny, choć to 150km.

Niech zaskoczeniem nie będzie również 45minut na trasie Rzepin- Międzyrzecz.

Mi nie przeszkadza to, że tam i lisy, i sarny, jelenie, i dziki. Niech sobie chodzą. Hamulce mam sprawne.

Mimo pojebanego stylu jazdy, nie zabiłem jeszcze żadnego zwierzaka a zrobiłem ok. 300tys km.

I niech tak zostanie. A jeśli mam coś na drodze zabić, to niech to coś się odwdzięczy i zabije również mnie.

Tym ciepłym słowem, żegnam się.

PS. W głośnikach Peter rzyga w mikrofon w kawałku „Warlords”.

komentarze (3) | dodaj komentarz

koniec

poniedziałek, 19 października 2009 23:29
minął kolejny dzień. dzień bez życia, bez sensu.
nie staram się nawet nic w tym zmienić, bo i po co?
wszystko się kiedyś kończy. czy tego chcemy czy nie.
mi kończy się cierpliwość. o nadziei i wierze zapomniałem dawno.
wszystkim, którzy wierzą, mają nadzieję i cierpliwość, wysyłam pozdrowienia.
zazdroszczę Wam, że umiecie znaleźć argumenty, żeby być, trwać, umieć.
mnie już chyba nic nie uratuje.
dobranoc.  

komentarze (7) | dodaj komentarz

początek

poniedziałek, 19 października 2009 6:47

Chciałoby się rzec: dzień jak co dzień. Początek tygodnia. Początek nowych wyzwań, początek …

U mnie standardowo: początek końca.

Humor wrócił w normalne rejony czyli jest średnio.

Nie chce mi się ruszać tyłka z domu. Praca leży i kwiczy.

Czuję się nijak. Obojętność opanowała mnie i nie chce odpuścić.

Wiem, skąd te głupawe stany. Nie walczę ze złym nastrojem. Kiedy pojawia się, po prostu otwieram mu drzwi i wpuszczam do środka.

Nie staram się odepchnąć od siebie przykrych myśli. Zapadam na tę cholerną chorobę.

Później niewinni, którzy chcą mi pomóc, obrywają. Dlatego siedzę ciszej. Mniej mnie będzie w VR.

Przejdzie to przejdzie, nie przejdzie, srał to pies.

 

 

Wszystkim moim znajomym, Przyjaciołom i bezimiennym Czytelnikom życzę spokojnego dnia, udanego tygodnia.


PS. Dla tych, którym nie chce się myśleć podczas czytania moich wypocin, tłumaczenie wczorajszego wpisu:

Ku uciesze czytelników przedstawiam kolejną odsłonę siebie…

Pisaną dziecięcym szyfrem. Wszak i wpis wspomnieniowy.

 

Nie pamiętam porodu.

Nie byłem lubiany w podstawówce.

Nie chodziłem na imprezy.

Nie miałem koleżanek w szkole średniej.

Nie byłem na połowinkach ani studniówce.

Nie uprawiałem seksu ani w średniej ani na studiach.

Nie skończyłem pierwszej uczelni.

Nie przeklinałem w wojsku.

Nie piłem alkoholu w wojsku.

Nie kochałem ojca.

Nie lubię siebie.

Nie pamiętam twarzy Marka.

Nie umiem kochać.

Nie chcę…

 

Tak to w skrócie wygląda.

Cały ja i moje popaprane życie.

Miłej lektury.

komentarze (1) | dodaj komentarz

gaderypoluki

poniedziałek, 19 października 2009 3:03
dla leni.
poprzedni wpis jest "zaszyfrowany" szyfrem gaderypoluki. 
zdecydowanie łatwiej było znaleźć jakiś deszyfrator w necie niż używać na przykład worda. 
niemniej, zabawa jest zabawą. 
pozdrowienia. 
dla nowokomentujących. i staro- również;)

komentarze (0) | dodaj komentarz

dobrej zabawy czyli kolejne CV

niedziela, 18 października 2009 13:33

Il lckdszd czrtdunkiów oyzdestgwkgm ipudjną pesłpnę skdbkd…

Oksgną ezkdckęcrm szrfydm. Wszgi k woks wsopmnkdnkpwr.

 

Nkd ogmkętgm opypel.

Nkd brłdm ulbkgnr w opestgwówcd.

Nkd chpezkłdm ng kmoydzr.

Nkd mkgłdm ipudżgndi w szipud śydenkdj.

Nkd brłdm ng opłpwknigch gnk stlenkówcd.

Nkd loygwkgłdm sdisl gnk w śydenkdj, gnk ng stlekgch.

Nkd sipńczrłdm okdywszdj lczdunk.

Nkd oyzdiukngłdm w wpjsil.

Nkd okłdm guiphpul w wpjsil.

Nkd ipchgłdm pjcg.

Nkd ulbkę skdbkd.

Nkd ogmkętgm twgyzr Mgyig.

Nkd lmkdm ipchgć.

Nkd chcę …

 

Tgi tp w siyóckd wrauąeg.

Cgłr jg k mpjd opogoygnd żrckd.

Mkłdj uditlyr.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin: 2862

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

gg7925529