Smutno mi, bo wpis, który miał tu trafić, stracił dzisiaj trzech czytelników. Stracił tych najważniejszych i nie ma sensu go pisać.
Łzy rozczarowania, łzy złości skapują na podłogę, spływając najpierw po policzkach, zatrzymując się na chwilę w kąciku ust. Jeszcze czuję ich słony smak.
Nadal trwa to, co zaczęło się kilkanaście dni temu. Nadal nie wierzę w sens własnej egzystencji, nadal załamują mnie najmniejsze nawet problemy.
A kiedy traci się zaufanie do przyjaciół, nic już się nie liczy.
Kiedy traci się zaufanie do przyjaciół, pęka ostatnia tama odgradzająca mnie od śmierci.
Od śmierci bolesnej, powolnej i upragnionej.
Śpisz z nożem w dłoni, przyjacielu?
Przykro mi, że nie chciałeś o tym rozmawiać, kiedy jeszcze miałem siły.
Kiedy straciłem dla Ciebie znaczenie? Kiedy zapomniałeś o tym, że Cię potrzebuję i znalazłeś sobie lepsze zajęcie niż niańczenie mnie?
Kiedy?
Kiedy pozwoliliście sobie odepchnąć moje kłopoty od siebie?
Kiedy powiedzieliście pierwszy raz: daj spokój, nie gadajmy o tym?
Kiedy? Kiedy? Kiedy?
Kiedy zapomnieliście, że każde nierozważne słowo może być tym ostatnim, które usłyszę od Was?
Kiedy zamęczyłem Was swoimi problemami?
Kiedy pierwszy raz przed nimi uciekliście?
Ilekroć umiecie odpowiedzieć na pytanie, tyle razy wbijacie mi nóż w klatkę piersiową.
Nie chcę, żebyście mnie tak traktowali.
Chciałem tylko przyjaźni, wsparcia. Czasem zwykłego dobrego słowa.
Teraz nie chcę już niczego.
I nie dotrwam do tego, kiedy znowu mi pokażecie swoją wartość.
Prawdziwy Przyjaciel zawsze będzie przy Tobie więc się nie smuć, bo sam nie jesteś. Może Twoi Przyjaciele potrzebują wytchnienia, może coś ich przerasta w danej chwili, ale są i nie opuszczą. Tak po prostu jest. Nie załamuj się, uszka do góry. Od zawsze Ci to powtarzam i powtarzać będę. Gdybyś czegoś potrzebował to znasz mój numer.
autor: atka
blog: atkans.blog.interia.pl
Licznik odwiedzin: 2862